fbpx

Media społecznościowe oferują wiele sposobów udostępniania treści publikowanych przez inne osoby. Przeznaczone do tego funkcjonalności mają Facebook i Twitter, z kolei brak analogicznych narzędzi na Instagramie zrodził aplikacje służące do tzw. „repostowania”. W niektórych serwisach możliwe jest także publikowanie linków prowadzących do materiałów umieszczonych w innym miejscu, co czasem przyjmuje postać tzw. embeddingu, gdzie wraz z linkiem generowany jest podgląd strony docelowej. 

Choć opisane wyżej sposoby są szeroko wykorzystywane, mogą w niektórych przypadkach prowadzić do naruszenia prawa. Dotyczy to zwłaszcza aplikacji do repostowania, których sposób działania może łamać nie tylko regulamin Instagrama, lecz także naruszać prawa autorskie i prawo do wizerunku. Z kolei wątpliwości dotyczące linkowania i embedowania, choć wydają się one znacznie mniej „inwazyjnymi” sposobami udostępniania cudzych treści, rozstrzygać musiał jakiś czas temu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Jak zatem legalnie udostępniać materiały innych użytkowników w mediach społecznościowych?

Czy aplikacje do repostowania są legalne?

Choć regulamin serwisu Instagram wprost nie zakazuje używania zewnętrznych aplikacji do repostowania, a jego właściciel wydaje się tolerować korzystanie z nich, nie oznacza to niestety, że znajduje zastosowanie zasada: „co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Problem tkwi bowiem w sposobie działania tych aplikacji, które tak naprawdę jedynie usprawniają pobranie cudzego zdjęcia i opublikowanie go na własnym profilu. 

Takie działanie stanowi naruszenie regulaminu serwisu, bowiem zgodnie z jego treścią, użytkownik może publikować jedynie takie zdjęcia, których jest właścicielem albo ma inny tytuł prawny do ich publikacji (np. posiada zgodę autora). 

Powyższego działania legalnym nie czyni oznaczenie w poście autora zdjęcia ani dodanie do fotografii jego danych w formie graficznego znacznika z nazwą profilu (co oferują niektóre aplikacje), gdyż użytkownik nadal nie posiada tytułu prawnego do opublikowania zdjęcia u siebie. W tej materii nie pomoże powołanie się na prawo cytatu, bowiem zdjęcie musiałoby stać się częścią utworu autorstwa repostującego (profil na Instagramie przeważnie nim nie jest). Co ważne, w przypadku publikacji fotografii bez koniecznej do tego podstawy prawnej, Instagram może ją usunąć, a także zablokować lub usunąć konto.

Niektórzy mogą zadać sobie pytanie: „Skoro w zakresie publikacji zdjęć Instagram przypomina Facebooka, to dlaczego nie mogę udostępniać u siebie zdjęć, które ktoś wrzucił jako publiczne?”. 

Różnica między tymi serwisami jest jednak zasadnicza. Użytkownik, który akceptuje regulamin Facebooka, udziela licencji na wykorzystanie dodanych przez niego zdjęć i innych treści w ramach usług świadczonych przez ten portal. Jedną z owych usług jest właśnie opcja „udostępnij”, za pomocą której możliwe jest udostępnianie zdjęć innych użytkowników na własnym profilu, o ile pozwalają na to ustawienia prywatności. Mówimy tu oczywiście o niekomercyjnym udostępnieniu. W tym miejscu trzeba wyraźnie zaznaczyć, że jest to jedyny, dopuszczalny sposób udostępniania cudzych zdjęć – podobnie jak na Instagramie, niedozwolone będzie pobranie zdjęcia bez zgody autora i „wgranie” go na własny profil (nawet gdy jego autor zostanie na nim oznaczony).

Choć licencja udzielana Instagramowi jest równie szeroka, jak ta na Facebooku, Instagram nie przewiduje opcji „udostępnij”, poprzestając na możliwości udostępniania cudzych zdjęć określonej osobie oraz w Stories(o czym niżej). Są to jedyne dozwolone sposoby dzielenia się cudzymi treściami w ramach tego portalu (uwzględniając opisaną wcześniej sytuację, w której użytkownik posiada zgodę autora na dysponowanie zdjęciem). Ww. dzielenie się treściami musi mieć charakter wyłącznie niekomercyjny – w przypadku działania komercyjnego, zgoda autora zdjęcia jest koniecznością.

Jakie prawa narusza repost?

Prawa autorskie

Najbardziej oczywistymi prawami naruszanymi przez opublikowanie u siebie cudzego zdjęcia są oczywiście osobiste i majątkowe prawa autorskie jego twórcy. Choć naruszenia tych pierwszych można uniknąć poprzez wskazanie autora w poście, brak naruszenia drugich zapewni wyłącznie posiadanie odpowiednich praw (np. licencji). Jeżeli ich nie ma, autorowi przysługują względem użytkownika konkretne roszczenia, obejmujące m.in. żądanie zaprzestania naruszania jego praw oraz wypłaty odszkodowania. 

Wizerunek

Publikacja cudzego zdjęcia może godzić w dobro osobiste, jakim jest wizerunek osoby na nim przedstawionej, co upoważnia do żądania od naruszyciela usunięcia zdjęcia oraz domagania się stosownej rekompensaty.

Osobnego omówienia wymaga wizerunek osób powszechnie znanych, który może być rozpowszechniany nawet bez ich zgody, jeżeli został wykonany w związku w związku z pełnieniem przez nie funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych lub zawodowych (np. podczas koncertu znanej piosenkarki). 

Należy jednak pamiętać, że owo rozpowszechnianie nie może mieć charakteru komercyjnego, o czym zapominają np. marki odzieżowe, które na swoich instagramowych profilach repostują zdjęcia gwiazd używających ich produktów (np. ubrań). Jeżeli dzieje się to za zgodą danej osoby oraz autora zdjęć, nie dochodzi do naruszenia prawa – w przeciwnym wypadku producent odpowiada zarówno za naruszenie praw autorskich, jak i dobra osobistego w postaci wizerunku, co rodzi m.in. obowiązek odszkodowawczy. Biorąc pod uwagę fakt, że celebryci z reguły zarabiają na udostępnianiu/wykorzystywaniu swojego wizerunku, rekompensata może uwzględniać także utracone przez nich zyski.

Powyższe ryzyka nie odstraszają niestety tych użytkowników Instagrama, dla których repostowanie cudzych zdjęć stanowi znaczną lub przeważającą część aktywności w tym serwisie. Osoby te najczęściej nie wiedzą, że repostować im nie wolno lub nie widzą w swoim postępowaniu niczego złego („bo wszyscy tak robią”), a na zwrócenie uwagi reagują zdziwieniem. 

Repost a hashtag

Choć dyskusja o repoście dotyczy przede wszystkim zdjęć, warto zastanowić się także nad towarzyszącymi im hashtagami. Renomowani producenci dawno już bowiem odkryli możliwość rejestracji takich oznaczeń jako znaków towarowych, zarówno w kontekście swoich nazw, jak i charakterystycznych haseł używanych w celach promocyjnych. Powstaje zatem pytanie, czy repost zdjęcia z takim hashtagiem będzie naruszał prawa wynikające z rejestracji?

Odpowiedź na powyższe pytanie zależy od celu repostu – jeżeli został on dokonany w zamiarze „podszycia się” pod daną markę lub wywołania wrażenia, że dany użytkownik jest z nią powiązany, naruszenie może wchodzić w grę. Ciężko jednak sobie wyobrazić, by dotykało to użytkowników indywidualnych, bowiem głównym celem rejestracji hashtagów jako znaków towarowych jest zapobieżenie ich wykorzystaniu przez rynkowych konkurentów marki. 

Osobnym zagadnieniem są pojawiające się czasem prywatne regulaminy hashtagów, które określają zasady ich używania. Mimo „oficjalnej” otoczki, należy traktować je jako ciekawostkę, bowiem samo użycie hashtaga nie może być uznane za zaakceptowanie ich postanowień, Dotyczy to także hashtaga, który jest znakiem towarowym, ponieważ rejestracja nie daje właścicielowi absolutnego monopolu na jego użycie. 

Jak legalnie udostępniać treści na Instagramie?

Choć Instagram nie oferuje funkcjonalności „udostępnij” w formie znanej z Facebooka czy Twittera, nie oznacza to, że jego użytkownicy w ogóle nie mogą dzielić cudzymi treściami z innymi. Od dawna było bowiem możliwe udostępnienie danego zdjęcia indywidualnie określonej osobie, a od 2018 roku możliwe jest to także w Stories. Za pomocą tej ostatniej funkcji, użytkownik może obracać i skalować zdjęcie, a także umieścić je na wybranym tle. Ponadto, każdy taki post opublikowany wStories zawiera nazwę pierwotnego użytkownika oraz odnośnik do oryginalnego posta.  

Z uwagi na fakt, że w ramach Storiesmożna udostępniać zdjęcia jedynie z kont publicznych, których użytkownicy wyrazili zgodę na dalsze ich udostępnianie (poprzez odpowiednie ustawienia prywatności), możliwość naruszenia prawa przy korzystaniu z tej funkcjonalności wydaje się co do zasady wykluczona. Jeżeli bowiem zdjęcie zawiera wizerunek, zgoda osoby na nim przedstawionej umożliwia jego rozpowszechnienie, a obecność nazwy pierwotnego użytkownika oraz odnośnika do oryginalnego posta wyklucza naruszenie autorskich praw osobistych. 

Zgoda użytkownika na dalsze udostępnianie eliminuje ponadto możliwość naruszenia autorskich praw majątkowych, ponieważ poprzez wybranie konkretnych ustawień prywatności, godzi się on na wykorzystywanie swoich zdjęć w ramach świadczonej przez Instagram usługi Stories.Gdyby bowiem chciał, by jego zdjęcie nie było dalej rozpowszechniane, mógłby taką możliwość zablokować. Można zatem przyjąć, że publikując zdjęcie możliwe do udostępnienia w ramach Stories,godzi się na bezpłatne korzystanie z niego w taki sposób przez innych użytkowników.

Sprawa komplikuje się jednak, gdy wrócimy do kazusu marki odzieżowej udostępniającej zdjęcie celebryty używającego jej produktu. Nawet jeżeli marka ta uczyni to w Stories, wydaje się, że wykroczy tym poza zakres udzielonej zgody. Trzeba bowiem pamiętać, że Instagram jest serwisem społecznościowym, a nie promocyjnym, zatem wszystkie jego usługi (w tym Stories) mają służyć przede wszystkim dzieleniu się własną i (w ograniczony zakresie) cudzą twórczością w celach prywatnych. Korzystanie z treści użytkowników Instagrama w celach komercyjnych (nawet jeżeli na udostępnienie zdjęcia zezwalają ustawienia prywatności) nie znajduje zatem oparcia w udzielanych przez nich licencjach i przez to wymaga osobnej umowy z danym celebrytą.

Oceniając, czy udostępnienie danego zdjęcia ma charakter komercyjny, należy zachować przede wszystkim zdrowy rozsądek. W przypadku użytkowników indywidualnych będzie to zdecydowanie łatwiejsze, natomiast gdy zdjęcie celebryty pojawi się w Stories oficjalnego profilu danego producenta odzieży, cel promocyjny można przyjąć z praktycznie stuprocentową pewnością. 

A co z linkowaniem i embedowaniem?

Serwisy społecznościowe inne niż Instagram (takie jak Facebook czy Twitter), oprócz opcji „udostępnij” umożliwiają także publikowanie linków (hiperłączy) prowadzących do treści znajdujących się w innym miejscu serwisu lub poza nim. Aktywność ta przybiera czasem postać embedowania, które polega na generowaniu przez link podglądu treści, do której prowadzi (np. nagłówka i pierwszego akapitu artykułu z serwisu prasowego).

Nie ulega wątpliwości, że zarówno linkowanie, jak i embedowanie jest dozwolone, jeżeli dotyczy treści dostępnych publicznie i bez jakichkolwiek ograniczeń.

Potwierdza to orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE. W jednym ze swych wyroków, TSUE wskazał, że nie można mówić o upublicznieniu utworu (co wymaga zgody twórcy) poprzez podanie do niego linka, gdy utwór ten został wcześniej upubliczniony w taki sposób, że każdy mógł się z nim zapoznać (linkowanie nie sprawiło, że utwór został zaprezentowany „nowej publiczności”). Taka ocena nie będzie możliwa na przykład, gdy twórca umieści swój utwór na prywatnym dysku internetowym i prześle link do niego kilku wybranym osobom, z których jedna upubliczni go wbrew jego woli – wtedy dojdzie do naruszenia prawa.

Nieco inaczej wygląda sprawa linkowania/embedowania treści, która została opublikowana w danym miejscu wbrew woli jej autora. Rozpatrując taki przypadek, TSUE stwierdził, że jest to dozwolone pod warunkiem, że internauta nie działa w celu zarobkowym i nie wie, że dana treść została opublikowana nielegalnie. Działanie w celu zarobkowym rodzi natomiast domniemanie wiedzy o bezprawności publikacji, co uderzać ma przede wszystkim w pirackie serwisy gromadzące linki do treści nielegalnie umieszczonych gdzie indziej. Jeżeli zaś linkowania/embedowania dopuszcza się „zwykły” internauta, kluczowa jest ocena jego świadomości, czy dana treść została opublikowana bezprawnie.

Czy można dowolnie korzystać z treści publicznie dostępnych w Internecie?

Choć linkowanie/embedowanie stanowi wygodny i zgodny z prawem sposób wskazania znajomym określonych materiałów dostępnych w Internecie, niektórzy wolą pobierać je i udostępniać bezpośrednio u siebie. Prawdopodobnie robią to w przekonaniu, że poprzez opublikowanie danej treści w Internecie, jej twórca automatycznie dzieli się nią z całym światem i zezwala na jej wykorzystanie we wszystkich możliwych celach. Jest to błędne założenie, bowiem publikacja utworu w sieci nie powoduje utraty ani osobistych, ani majątkowych praw autorskich, nawet jeżeli odbyła się na stronie internetowej dostępnej dla każdego bez ograniczeń. 

Potwierdzeniem tego stanowiska jest jeden z wyroków TSUE – dotyczył on zdjęcia umieszczonego pierwotnie w witrynie turystycznej, z której pobrał jej niemiecki uczeń w celu zilustrowania nim szkolnej prezentacji. Kiedy owa prezentacja (a wraz z nią zdjęcie) została opublikowana na stronie internetowej szkoły, fotograf wystąpił do sądu o zakazanie publikacji oraz odszkodowanie z tytułu naruszenia jego praw autorskich. Kiedy sprawa trafiła do TSUE, ten przyznał rację fotografowi, bowiem ten zgodził się wyłącznie na opublikowanie zdjęcia w witrynie turystycznej. Ewentualna publikacja w innym miejscu wymagała jego osobnej zgody i nie zmienia tego fakt, że witryna turystyczna była dostępna publicznie, a zdjęcie nie było w żaden sposób zabezpieczone przed pobraniem.

Podsumowanie

Mimo iż rozwój Internetu oraz serwisów społecznościowych umożliwił dostęp do rezultatów cudzej twórczości na skalę wcześniej niewyobrażalną, nie oznacza to, że można korzystać z niej w sposób swobodny i nieograniczony. Internetowi twórcy nie wyzbywają się bowiem swoich praw przez sam fakt publikacji, chyba że wyraźnie udzielą wszystkim potencjalnym odbiorcom odpowiedniej licencji (np. CC0 1.0 – jednej z licencji Creative Commons). 

Prawa do zdjęć i innych treści zachowują także użytkownicy serwisów społecznościowych, a udzielenie ich operatorom przewidzianej w regulaminie licencji nie oznacza, że zostaje ona automatycznie udzielona także innym użytkownikom. Choć pokusa repostu czy opublikowania cudzych materiałów na własnym profilu nieraz bywa silna, nie warto chodzić na skróty i łamać przy tym prawa, lecz zwyczajnie poprosić autora o zgodę.

Magdalena Korol

Magdalena Korol

Jestem adwokatem i wspólnikiem w kancelarii Snażyk Korol Mordaka sp.k. Specjalizuję się w obsłudze branży kreatywnej i Fashion Law. Jestem zapaloną podróżniczką łączącą podróże ze swoją sportową pasją – kitesurfingiem (...) Możesz do mnie pisać na m.korol@skmlegal.pl.

More Posts

Pin It on Pinterest

Kliknij w ikonkę i poleć ten artykuł swoim znajomym :)